JESTEM. I Witam.

JESTEM. I Witam.

Startując z blogiem fotograficznym nie mogłabym nie skorzystać z okazji, aby przedstawić się w sposób… fotograficzny.

Jeżeli zapytalibyście mnie o moją „artystyczną historię”, nie uraczyłabym Was zapierającą dech w piersiach opowieścią. Pierwszy aparat trafił w moje ręce, gdy tata sprawił całej rodzinie lustrzankę. Miałam wówczas jakieś 16 lat. Nie rozstawałam się z trybem AUTO, ale z ogromną ciekawością kombinowałam z kadrami, kompozycją czy postprodukcją – teraz oczywiście tak szumnie to nazywam, w rzeczywistości były to „twórcze” eksperymenty (z obecnej perspektywy – nie zawsze udane), które traktowałam jako hobby. Poświęcałam tej pasji każdą wolną chwilę, a zdjęcia zaczęło doceniać moje najbliższe otoczenie, tj. rodzina i znajomi, wpadła jakaś nagroda za szkolny konkurs fotograficzny, prężnie udzielałam się też na wszelakich fotoblogach.

Dalej jednak uzależniałam znaczną część efektu końcowego od tego, że „tak aparat zrobił!”, a tryb manualny był dla mnie nieodgadnionym kosmosem – wybierałam M na pokrętle w moim Nikonie, naduszałam spust migawki a tu… zdjęcie czarne! Jak to tak?! Wszelkie próby dowiedzenia się czegoś z sieci jakieś 10 lat temu kończyły się moim zniechęceniem, gdyż od różnej maści samozwańczych foto-speców dowiadywałam się, że tryb manualny zarezerwowany jest wyłącznie dla profesjonalistów, a jeżeli nawet nie, to jestem głupia, skoro jeszcze go nie znam. Pozytywnie nie nastrajał mnie też fakt, że nie posiadałam wtedy najwyższej klasy sprzętu, gdyż, jak mawiają foto-spece, tylko on gwarantował murowany fotograficzny sukces. Opis działania przysłony narastał do rangi skomplikowanego wykładu opatrzonego dziesiątkami niejasnych wykresów i odechciewało mi się czytać po jednym akapicie. Może byłam zbyt niecierpliwa albo nie umiałam znaleźć dobrych źródeł?

Praca i studia sprezentowały mi konkretną przerwę od używania aparatu, dopóki pewnego pięknego dnia, spacerując przez centrum Bydgoszczy, nie zaatakował mnie plakat: „nabór na Bydgoską Akademię Fotografii” (w skrócie: BAF). Kilka dobrych dni maltretowała mnie myśl, że tęsknię za zdjęciami, a wkrótce uświadomiłam sobie, że zostało mi kilka dni, aby zdążyć z uzyskaniem konkretnej zniżki na, i tak dość nadwyrężającą mój studencki portfel, cenę kursu. Pomimo zgrzytliwych opinii typu „nikt Ci nie będzie tego finansował” albo „a co będziesz miała z tego potem?”, przelałam moje chyba roczne (jeżeli nawet i nie dwuletnie!) oszczędności i czułam narastającą ekscytację w związku z tym, że już niedługo, bo co drugi weekend, będę w całości poświęcała się uśpionej pasji.

W 2014 roku ukończyłam kurs i wyszłam z niego nie tylko wiedząc już, jak ręcznie ustawić odpowiednią (czyt. satysfakcjonującą mnie i realizującą moje zamierzenia) ekspozycję, ale, co najważniejsze – ze świadomością tego, jaką fotograficzną drogą chciałabym podążać. Na chwilę obecną najbardziej pociągają mnie portrety i fotoreportaż, z dużym naciskiem na dokumentowanie życia codziennego w najbliższym otoczeniu. Dowiedziałam się też o sobie, że bardziej ponad technikę cenię sobie dobrą historię i emocje. Tamten rok był dla mnie ogromną przygodą, poznałam świetnych ludzi, potencjał mojego D40x został wykorzystany po jakiś 7 (!!!) latach od zakupu, a ja odkryłam, że największy postęp przychodzi wtedy, gdy… zagląda się w głąb siebie.

Z tej właśnie refleksji powstał mój mały projekt zaliczeniowy w ramach BAF. Kurs zakończył się rozdaniem dyplomów i wystawieniem prac w bydgoskim Muzeum Fotografii (fotorelacja z wydarzenia, autorstwa Piotra Wieczorka, znajduje się tu). Co dokładnie skłoniło mnie do przedstawienia tych fotografii to temat na osobną i dość ciężkostrawną historię, ale liczę na to, że póki co zadowoli Was krótki opis. Sama praca pozwoli Wam też lepiej mnie poznać.


JESTEM

Kiedy życie młodego człowieka nabiera tempa i zmiana goni zmianę – czasem warto zatrzymać się i zastanowić się – „Kim ja właściwie jestem?”. W okresie największego chaosu naokoło swojego jestestwa zadałam sobie to pytanie, lecz nie byłam w stanie odpowiedzieć jednym zdaniem.

9 autoportretów zrobionych w mieszkanku tak małym, że każdorazowe ustawienie lampy, statywu i mnie skutkowało totalnym przemeblowaniem – JESTEM to takie moje małe uspokojenie, że jeszcze wiem, co znaczę i jednocześnie odezwa do ludu, że nikt z nas nie jest jednowymiarowy.

JESTEM 9 JESTEM 8 JESTEM 7 JESTEM 6 JESTEM 5 JESTEM 4 JESTEM 3 JESTEM 2 JESTEM 1


Tym wpisem chciałabym otworzyć bloga i zrobić tym samym kolejny krok w kierunku udoskonalania swoich umiejętności – nic chyba nie mobilizuje tak, jak zaprzestanie fotografowania tylko do przysłowiowej „szuflady”. Będzie mi szalenie miło, jeżeli zechcecie podzielić się ze mną swoim komentarzem, radą i (hoho, nie za dużo wymagasz, Marysiu?) wsparciem.

A tymczasem pozdrawiam i mam nadzieję, że to nie był ostatni raz, kiedy tu zajrzeliście!

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.