#MYISO 002 – wrzesień 2015

#MYISO 002 – wrzesień 2015

wpis w: Fotograficzne rozkminki | 0

Kolejna dawka inspirujących linków, tym razem w wydaniu wrześniowym.

Czym jest MY ISO? To skrót od nazwy mojej małej serii, czyli Moja Czułość ISO (Inspiruj się, Osobo), w ramach której co miesiąc staram się udostępnić wpis naszpikowany linkami do miejsc w sieci, które poruszyły we mnie fotograficzny trybik. Uważam, że warto dzielić się swoją ciekawością z innymi, dlatego serdecznie zapraszam do zapoznania się z moimi osobistymi odkryciami. Pod tagiem #MyISO znajdziecie więcej wpisów z serii!


Bydgoska Fotografia

Co jak co, ale podlinkowany poniżej film dotyczy bydgoskich fotografów a do tego został nagrany w muzeum, w którym doświadczyłam jednej z najlepszych przygód w moim życiu – serducho nakazuje mi więc przekazać ten film dalej w pierwszej kolejności.

Zdaję sobie sprawę, że mój blog nie ma zbyt dużego zasięgu, nie mówiąc już o tej serii – większość moich potencjalnych odbiorców wchodzi tu raczej dla konkretnych zdjęć (rekordy bije rodzinka państwa M., których znajomi zasiali pogrom w statystykach 🙂 ), niż dla postów o fotograficznych inspiracjach. Nie mniej jednak chciałabym bardzo, aby poniższą produkcję obejrzały przede wszystkim osoby z fotografią niezwiązane. Dużo mówi się o tzw. fotoziutkach, którzy psują rynek brakiem kompetencji, mało jednak słyszy się o drugiej stronie medalu, a mianowicie o publice. Trudno dziwić się, że znajdują się odbiorcy niedopracowanego materiału w momencie, kiedy większość ludzi uważa fotografię za coś przyjemnie prostego – no bo w końcu wystarczy skierować telefon, smyrnąć palcem i jest, więc po co tu wiedza i doświadczenie? Dość to krzywdzące dla osób, które poświęcają technice większość życia.

Ten film pokazuje, że fotograf to zawód wymagający pasji i dużych nakładów pracy okraszonej wysiłkiem. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób to zrozumiało – jako pasjonat tej branży i wszystkiego, co z nią związane odczuwam powinność niesienia tej wieści w eter. Oglądajcie:

Wystawy… w Bydgoszczy

To nie koniec promowania regionu! Mam Wam do przekazania info o dwóch wystawach, z czego wernisaż jednej już się odbył – mowa o Julia Wannabe autorstwa Anny Grzelewskiej w Farbiarni. W telegraficznym skrócie – zdjęcia przedstawiają córkę autorki w momencie dojrzewania i… bardzo refleksyjnie nastrajają.

Podczas otwarcia wernisażu padło sformułowanie, że większości z nas umyka w pamięci okres, gdy z dziecka przetwarzamy się w dojrzałą osobę i trudno mi się z tym nie zgodzić. Kiedy myślę o sobie te parę lat wstecz, chwilami mam wrażenie, jakbym kiedyś była tylko dzieckiem albo uczennicą liceum, lata gimnazjalne to tylko jakaś magma spowita mgłą i w sumie to nie wiem, kim ja w sumie wtedy byłam. Coś tak ulotnego rzeczywiście warto uwiecznić i zatrzymać. Zdjęcia są bardzo wymowne i naładowane emocjonalnie. Do drugiego października można je dalej oglądać w Farbiarni, poniżej moja (bardzo) krótka fotorelacja:

Artykuł: Wystawa fotografii Anny Grzelewskiej pt. Julia Wannabe

Druga wystawa, o której chcę dać Wam cynk, jest już w tą sobotę. Dla mnie ma szczególne znaczenie, bo dotyczy absolwentów szóstej edycji Bydgoskiej Akademii Fotografii, co oznacza, że od wystawy edycji piątej (tej, w której brałam udział) minął już rok. Jestem niebywale ciekawa poziomu prac i obranych przez absolwentów tematów. Wbijajcie do Muzeum Fotografii 12 września o 18.00!

CŻELENDŻ!

Tak jest! Kto ma ochotę podciągnąć warsztat – zapraszam do wzięcia udziału w wyzwaniu jesiennym z bloga jestrudo.pl

I… tak, ja też wezmę! 🙂 Pewnie już nogami przebieracie na samą myśl o wpisie w listopadzie.

… dobra, wiem, że nie! 🙁 Uh!

Wyzwanie: Jesienne wyzwanie fotograficzne

Scott Kelby o kompozycji

Ostatnio na dobry początek przywaliłam dwoma filmami o łącznej długości czterech godzin, to teraz pora załagodzić sytuację – tym razem tylko jeden. I tylko godzinny. 🙂

Scotta chyba przedstawiać nie trzeba – pytając kogokolwiek o książki do nauki fotografii i cyfrowej obróbki możecie mieć stuprocentową pewność, że kilkukrotnie usłyszycie jego nazwisko. To wystarczający powód, żeby potraktować poniższy podlinkowany film poważnie. Inny to taki, że macie moją rekomendację 🙂 – w bardzo nieszablonowy sposób traktuje o kluczu do dobrej fotografii, jakim jest udana kompozycja. Jeżeli znacie już na pamięć regułę trójpodziału, rytmy, trójkąty itp. i macie wrażenie, że dysponujecie wszystkimi potrzebnymi narzędziami do bycia super hiper pro, to… ten film wywieje Wam to z głowy. Ja przynajmniej po obejrzeniu go mam ochotę wytatuować sobie na ręce napis „Always work the scene” żeby zawsze pamiętać, aby kadrować tak długo, aż coś mi w bani kliknie. 😀

Dla niecierpliwych – końcówka wykładu jest dość kontrowersyjna. I zabawna. Ale niestety – prawdziwa, choć niewielu fotografów mówi… własnie o tym, o czym on mówi :). Tak czy siak – odpalcie od 56:20 aby przekonać się, czy Scott do Was trafi – do mnie trafia na 100%.

Najpiękniej sfotografowana istota dzieciństwa

Jedną z często powtarzanych przez profesjonalistów rad jest „Znajdź swój fotograficzny autorytet i spróbuj się do niego zbliżyć”. Kiedy zobaczyłam podlinkowany niżej artykuł o fotografiach Izabeli Urbaniak, to zapragnęłam z całych sił, aby ukrócić dystans pomiędzy mną a autorką. Zdecydowanie jest to styl, w którym chciałabym swobodnie się poruszać – uwielbiam to wyłapywanie ulotnych, naładowanych ciepłem chwil i tworzenie niewyreżyserowanych historii. Może ktoś z Was też się zainspiruje?

Artykuł: Idylliczne wakacje na wsi bez telewizora i internetu na zdjęciach Izabeli Urbaniak

Fanpage Nie fotografuję za darmo

Nazwa tego fanpage hulała mi gdzieś przed oczami od bardzo długiego czasu, dopiero niedawno poświęciłam chwilę na przewertowanie jego zawartości. Moje przemyślenia? No cóż. Czy może mi ktoś wytłumaczyć, jakimi prawami rządzi się fakt, że fotografowi można zlecić pracę w zamian za „doświadczenia i materiał do portfolio” a np. lekarzowi czy murarzowi już nie? Całe szczęście cierpkość tego zjawiska łagodzi słodycz w postaci komentarzy pod niektórymi postami – chwilami można nieźle ryknąć śmiechem (tudzież, posługując się slangiem młodzieżowym, wycisnąć bekę).

Fanpage: Nie fotografuję za darmo

Pigułka z historii fotografii 

Poniżej możecie znaleźć link do miejsca, gdzie wszystkie wielkie nazwiska są zebrane w jednym miejscu wraz z krótkimi notkami biograficznymi i wybranymi zdjęciami.

… hm, tak. Tyle mojego komentarza.

Wiki: The Red List. – Photography

Wyczaruj sobie bokeh 

„Robiłbym fajne zdjęcia, jakbym mógł pojechać 100 km stąd w fajną miejscówkę i miałbym ładną modelkę, ale nie mam czasu, samochodu i modelki – to portfolio mam, jakie mam” – któż przynajmniej raz w życiu tak nie pomyślał? Artykuł podlinkowany niżej udowadnia, że dla rozbudowania warsztatu nie trzeba wychodzić z domu. No – chyba, że do sklepu po folię aluminiową. Ale chyba warto spróbować dla nowego doświadczenia:

Artykuł: How to Create a Spectacular Background Using an El Bokeh Wall

Słabość do piesełów

Z punktu widzenia fotoentuzjasty mogłabym powiedzieć, że linkuję poniższe artykuły, bo mogą być źródłem inspiracji i są ciekawie zrealizowanymi seriami. A tak naprawdę nie wiem, czy to aby nie wynika z faktu, że szaleję na widok psów – jestem w stanie wypatrzeć każdego słodkiego czworonoga na zapchanej i ulicy i nie omieszkam wówczas popiskiwać, robiąc tzw. przypał towarzyszącym mi ludziom, toteż gdy widzę zdjęcia najlepszych przyjaciół człowieka – mięknie mi serce.

Drugi artykuł ma jednak o wiele większe znaczenie niż tylko zaspokajanie moich potrzeb oglądania futerkowych stworzeń, więc koniecznie sprawdźcie przynajmniej drugi.

Artykuł – The Dog People – zabawne portrety właścicieli psów

Wywiad – Prawie jak Vogue, czyli psy ze schroniska odczarowują adopcję

Przede wszystkim – ochłoń…

Na koniec coś ekstra – adegdota, która potrafi rozładować napięcie związane z czytaniem komentarzy pod swoimi/cudzymi zdjęciami. Co jak co, ale gusta mamy różne, czasami coś uznajemy za kawał niezłego zdjęcia, a tu masz… przyjdzie jeden z drugim i powie, że on by to wyrzucił do kosza, często niepytany o opinię (przyznam się Wam, że też z tym brzydkim odruchem walczę). Zamiast wyciągać widły polecam wziąć kilka oddechów, zaakceptować fakt, że wszystkim nie da się dogodzić a potem przypomnieć sobie ten żart:

Na mieście spotyka się dwóch fotografów. Jeden z nich prowadzi za rękę dziecko.

– A kto to?

– To mój syn.

– No… nawet fajny dzieciak. Tylko wiesz… ja bym go zrobił inaczej…

 

… serio, chyba tylko fotografowie tak mają.


To tyle na dziś! Buziol!

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.