Twórcze eksperymenty, czyli Helios 44M-4 w kombinacji z Nikonem [sample]

Twórcze eksperymenty, czyli Helios 44M-4 w kombinacji z Nikonem [sample]

wpis w: Moja fotografia, Sprzęt | 0

Bycie sprzętowym ignorantem, żyjącym w strefie komfortu, który przedmioty codziennego użytku wymienia dopiero, gdy funkcjonalność jest niewystarczająca bądź ów przedmiot rozpadnie się na kawałki, o dziwo ma swoje plusy. W pewnym momencie nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że jest mocno w tyle z nowościami, wyrobione techniki nie sprawiają już frajdy i trzeba tchnąć trochę życia we własne poczynania. I tak oto, kiedy pół globu od dawna już wałkuje temat podpinania analogowych szkieł do aparatów cyfrowych i głowi się, co by tu jeszcze…, to ja dopiero wchodzę w ten świat z niepohamowanym podnieceniem, jak dziecko, które cieszy się z tak prozaicznej czynności jak trafianie łyżką do buzi. Pociesza mnie to, bo może i nie odkrywam Ameryki, ale przynajmniej mam dowód na to, że w życiu zawsze znajdzie się coś, co mnie jeszcze zdrowo zaskoczy i zaciekawi, nawet kiedy wszystkim dany temat się przejadł.

Sprawcą zamieszania i tego posta jest Helios 44m-4 o ogniskowej 58mm i maksymalnym otworze przysłony f/2.0. Stałka produkowana jest przez producentów Zenita, jak na radziecką konstrukcję przystało, jest pancerna i dość ciężka. Przysłona ma 6 listków i działa zza 3 soczewek. Pozwólcie, że na tym skończę zagłębianie się w techniczne parametry, bo o ile wiem, że o nich świadczy jakość rysowanego obrazu, to nie jestem w tym najlepsza. To, co dla mnie było i jest najistotniejsze, to że sam obiektyw jest interesującą ciekawostką ze względu na jego wady optyczne, np. efekt flary czy intrygujący bokeh. W fotografii dokumentalnej mogą stanowić one faktycznie problem, jeżeli zaś macie w nosie hiper poprawność, lubicie od czasu do czasu zapodać malarski efekt i chcecie, aby fotografia była po prostu ciekawa i przykuwająca uwagę (100% moich preferencji), to możecie się w tym szkiełku z powodzeniem zakochać. Nie dziwią mnie jednak komentarze, że bokeh jest brzydki kiedy ja uważam, że jest cudowny – każdemu w końcu podoba się co innego.

 

Ogniskowa Heliosa 44M-4 to 58mm
Ogniskowa Heliosa 44M-4 to 58mm
Obiektyw 44M-4 pozwala nam na operowanie światłem od f/2 do f/16
Obiektyw 44M-4 pozwala nam na operowanie światłem od f/2 do f/16

Co mnie skłoniło do zakupu? Sample z sieci (na końcu wpisu znajdziecie moje). Poniżej zamieszczę Wam kilka linków, pod którymi znalazłam zdjęcia wykonane przy pomocy tego szkła (wiem, że większość z pierwszej strony google, ale uznałam, że Was wyręczę):

Aby móc podpiąć Heliosa do Nikona potrzebny jest odpowiedni adapter. Z opowieści na forach wiem, że istnieje także przejściówka z dodatkową soczewką pozwalającą ostrzyć obiektywowi w nieskończoność, sama wybrałam przejściówkę bez soczewki z oczywistych względów – każde kolejne szkło w konstrukcji pogarsza jakość obrazu.

Odpowiedni adapter pozwoli na przymocowanie heliosa do lustrzanki - tutaj wersja bez soczewki.
Odpowiedni adapter pozwoli na przymocowanie Heliosa do lustrzanki – tutaj wersja bez soczewki.

Temat nieskończoności i sposobów modyfikacji obiektywu również wałkowany jest na milion sposobów w Internecie i póki co nie znalazłam odpowiedniego dla siebie. Mój Helios podpięty do Nikona ostrzy tylko od pół do kilku metrów. Podobno da się to zmodyfikować bez dodatkowych soczewek, ale obiektyw trzeba rozkręcić, czego ja osobiście bardzo się obawiam, pomimo tego, że… częściowo już to zrobiłam. Powodem była konieczność zablokowania bolca przysłony, bez której (tj. blokady) pokrętłem można kręcić na wszystkie strony świata a dziura i tak pozostaje otwarta na f/2.0. Da się to zrobić w bardzo prosty sposób – ja skorzystałam z TEJ porady, a za element blokujący pomógł mi odcięty kawałek wkładu od długopisu. Potem oczywiście wszystkie elementy skręciłam spowrotem do kupy. Śmiga bez zarzutu.

Po zablokowaniu bolca można swobodnie ustawiać przysłonę korzystając z pokrętła.
Po zablokowaniu bolca można swobodnie ustawiać przysłonę korzystając z pokrętła.

Za mój egzemplarz, razem z przejściówką i przesyłką, zapłaciłam przez „Kup teraz” na Allegro za około 150zł. Podobno da się taniej, jednakże odkąd temat Heliosów spopularyzował się w sieci, te obiektywy znikają z aukcji jak ciepłe bułki, często o znacznie wyższych cenach – wydaje mi się, że sama trafiłam na całkiem wypośrodkowaną, jak na obecne warunki. Zresztą – czy warto roztkliwiać się nad ceną obiektywu, gdy wynosi ona właśnie tyle? Gdy ma się takie hobby jak fotografia, to takie pieniądze to… żadne pieniądze.

Wiele osób zadaje w Internetach pytanie: „Czy warto?”. Uważam, że jedyne, czego nie warto, to siedzieć, googlać, mielić fora bez końca i nie brać aparatu do rąk, nie wykazując inicjatywy i nie poznając nowych rzeczy. Często w sieci jako kontrargument pada sformułowanie „Kupujesz aparat za grube pieniądze, po co podpinasz do niego stary, radziecki shit?”. Ludzie zapominają jednak, że nie każdy śpi na pieniądzach, nawet, jeżeli cena posiadanego body już przekracza sumę kilku wypłat, nie każdy ma w planach zostać profesjonalnym fotografem, ale także nie każdego stać na testowanie nowej optyki, kiedy stara nie wystarcza. Są też tacy, którzy po prostu chcą produkować piękne odbitki do rodzinnego albumu – czy jest w tym coś złego? Nie wydaje mi się. W momencie, gdy ktoś dopiero się uczy, uważam, że nie ma sensu przepłacać.

Jeżeli dalej ktoś z Was ma wątpliwości, to w skrócie powiem Wam, że za niewielką cenę mam stałkę:
o ogniskowej 58mm, co jest (dla mnie) dobrą ogniskową do ujęć makro (zwłaszcza przy matrycach APS C) i portretów, a gdyby ostrzył w nieskończoność – nadałby się nawet do ujęć fotoreportażowych (co ktoś za mnie już udowodnił – odsyłam do wyżej wymienionych linków),
o świetle od f/2.0 do f/16, czyli dla mnie wystarczająco jasno,
o manualnym focusie – dla niektórych pewnie „niestety”, ja również dopiero się tego uczę i czasem zgrzytam zębami, ale wystarczy wyrobić sobie technikę i… trochę wzrok 🙂 zresztą, heloł – 150zł. Nie wymagajmy cudów.
fundującą ciekawe efekty takie jak ten charakterystyczny bokeh czy flara, która jednym może przeszkadzać, a amatorom bajerów, którzy takie rzeczy dorabiali dotychczas tylko w photoshopie, może się spodobać bardzo,
pozytywnie zaskakuje stosunkiem jakości obrazka do ceny szkła,
– … którą w każdym momencie, jeżeli coś Wam nie przypasuje, możecie opchnąć w sieci za niezłe pieniądze – te obiektywy znikają z aukcji równie szybko co się pojawiają.
Sami stwierdźcie, czy to się jakoś wpisuje w Wasze wymagania czy potrzeby.

Mój D40x z podpiętym Heliosem
Mój D40x z podpiętym Heliosem

Poniżej kilka moich sampli. Z oczywistych względów w EXIFach nie mam danych o wartości dziury, sama o to nie zadbałam i nigdzie ich nie notowałam, więc nie podam Wam dokładnych wartości. Jednakże wszystkie fotografie robiłam od f/2.0 do f/4.0.

Helios podpięty do D40x:

Helios podpięty do D610:

 

Co myślicie? Ja póki co „pracę” z tym szkłem odbieram jak dobrą zabawę. Nie ukrywam, że czasem jestem zawiedziona ostrością, zwłaszcza na pełnej dziurze – mam wrażenie, że obraz jest lekko rozedrgany, niezależnie od czasu / użycia statywu / samowyzwalacza itp. Jestem na etapie dociekania czy to kwestia konstrukcji (podobno jest to ruletka i można trafić na egzemplarze-żyletki lub całkowite tego zaprzeczenie) czy też może mój brak umiejętności w manualnym ostrzeniu (obie wersje są równie prawdopodobne 🙂 ). Rozedrganie zauważam głównie na brzegach kadru i chyba muszę się pogodzić z tym, że taką to szkło ma urodę, co udowodniono także na youtube (o TU).

Trzymajcie się!
Peace, love and róbcie zdjęcia. 🙂

Zarówno sample jak i zdjęcia obiektywu są moją własnością. Proszę nie wykorzystywać ich bez mojej zgody.

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.