Uff, po wszystkim… I co – warto było?

Uff, po wszystkim… I co – warto było?

wpis w: Uncategorized | 0

Od mojego ślubu minęło już trochę czasu, a mimo wszystko emocje wciąż opadają. Trudno się dziwić – odkąd średnio skromnie zdecydowaliśmy, że zrobimy imprezę na naszą cześć, minęło ponad półtora roku. Było to osiemnaście miesięcy nieustannego wałkowania tematu – nie żartuję. Nie zdziwię więc Was zapewne, kiedy powiem, że tuż przed ceremonią miałam dwa marzenia. Pierwsze – żeby w tym szczególnym dniu nikt nie wytrącił mnie z równowagi tekstem o zbyt słonej zupie, gdyż atmosfera przygotowań nie sprzyjała wrzuceniu na luz. Drugie – aby oczekiwanie na ten dzień się wreszcie skończyło, bo pod koniec przypominało depilowanie nogi przy pomocy pęsety, kiedy mi się marzył plaster z woskiem. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że… to była najlepsza impreza mojego życia! Wydaje mi się że wiem, czemu to zawdzięczam. Może zrozumiecie to w trakcie czytania tego tekstu.

Czy to się w ogóle opłaca?

Doskonale rozumiem, że w czyjejś głowie rodzi się takie pytanie, bo na ostrym finiszu i ja zadawałam je sobie. Żyjemy w kraju, w którym młodzi ludzie, chcący uniezależnić się od wszelkiej pomocy, są przedsiębiorczy i zdolni do pracy, zamiast na pomoc mogą liczyć co najwyżej na kłody pod nogi. Pierwsza myśl – wobec tej sytuacji to szaleństwo organizować taką imprezę, kiedy równie dobrze można ulokować pieniądze w kredycie na mieszkanie.

Kluczem jest zorganizowanie wesela na miarę swoich możliwości finansowych. Jeżeli chwilowo nas nie stać – zrobić plan wspólnego oszczędzania, bez zbędnego pośpiechu. Warto zastanowić się, co dla nas jest ważne, a z czego totalnie możemy zrezygnować. Być może pewne decyzje wręcz zniwelują inne koszta – w naszym przypadku bardzo dobrym pomysłem było uzyskanie licencji na wzięcie ślubu w kościele tuż obok sali weselnej, dzięki czemu uniknęliśmy potrzeby wynajęcia samochodu, który by nas przewiózł, gdyż wystarczyło po prostu się przejść. Mimo wszystko, na ile by nie okrajać wydatków – oczywiście, wszystko kosztuje. Ile – to zależy od Was i tego, gdzie postawicie granicę na mapie „jakość – potrzeba – zachcianka”. Ja, chociaż do samego dnia przed ceremonią wymyślałam sobie alternatywne przeznaczenia dla gotówki, którą ulokowaliśmy w usługi ślubne, dzień po wiedziałam już, że nie żałuję ani złotówki.

Można powiedzieć, że „opłaciło się”, gdyż zasililiśmy bank doświadczeń o jedno naprawdę wspaniałe wydarzenie. Brzmi to bardzo infantylnie, ale taka jest prawda – na koniec i tak zostają tylko emocje. Założę się, że wiele macie takich wspomnień, np. z wycieczek w odległe miejsca – nie raz pewnie zastanawialiście się skąd weźmiecie pieniądze na to, by doprowadzić je do skutku, a ostatecznie pamiętacie tylko smak lokalnych potraw, zachody słońca i zapach powietrza podczas leniwych spacerów daleko od domu, pracy i pośpiechu. Wizja tego, że musieliście się lekko napocić, by zorganizować finanse, chowa się gdzieś w obszarach mózgu, o których zapominacie, że w ogóle macie. Dlatego teraz, kiedy myślę sobie, że z nieuzasadnionej obawy o zrujnowanie sobie portfela miałabym odebrać sobie moment oglądania ślubnego albumu z moimi przyszłymi dziećmi w nowym domu, to pukam się w czoło.

Dla „bardzo wyliczonych” osób dodam, choć może większość uzna to za nietakt – w naszym kraju wciąż panuje tradycja koperty z zawartością. Być może uda się Wam „odzyskać” część, lub nawet całość, środków. Aczkolwiek nigdy nie radziłabym się na to nastawiać i po prostu cieszyć się obecnością osób, które zaprosicie, w końcu o to w tym chodzi!

A co z innymi przeszkodami?

Mimo wszystko – to nie finanse stanowiły dla mnie największą barierę do przejścia. O tym, że wolę pozytywne wspomnienia od ładnie wyglądającej wirtualnej sumki na koncie i tak wiedziałam już dużo wcześniej, pomimo pewnych wątpliwości. Problemem okazała się seria zaskoczeń, jaka zaatakowała mnie po konfrontacji z nieskończoną ilością cudzych opinii. Coś, co dla mnie stanowiło samodzielność, dla kogoś oznaczało samolubność. Moje „mniej znaczy więcej” spotykało się komentarzem „ale czy na pewno?”. Większość moich wyborów była kwitowana zdaniem, że mogłam inaczej, co w słowniku komentującego oczywiście znaczyło „lepiej”. Jeżeli doliczyć do tego ciąg dziwnych wydarzeń w postaci odmów na zaproszenia, roszczeń co do zaproszeń, niepewnych akceptacji itp., to tak, macie rację – w pewnym momencie, przy braku odpowiedniego wsparcia, można dostać świra.

Prośba do potencjalnych gości i wszelkich osób, które czują się w obowiązku „majstrować” przy przygotowaniach – dajcie Młodym żyć! Nie znam NIKOGO, kto opływałby zachwytem w związku z tym, że ktoś narzuca mu swoje zdanie. I nie – zakamuflowane formy i nazywanie tego „udzielaniem wskazówek dla czyjegoś dobra”, jeżeli jednocześnie robicie to z określoną częstotliwością pomimo wyraźnej dezaprobaty, również nie są wskazane. Podstawowa zasada, która sprawdzi się nie tylko przy ślubnych przygotowaniach – jeżeli nikt nie pyta o Twoje zdanie, to go nie wciskaj na siłę. Co można w zamian? Jeżeli jesteście w stanie zaoferować wsparcie, dajcie znać, że jesteście i pomożecie. I cierpliwie czekajcie. W momencie, gdy nadejdzie potrzeba – jest szansa się wykazać. W przeciwnym wypadku, cóż… Pozostaje po prostu cieszyć się szczęściem dwojga ludzi, którzy świadomie, samodzielnie i z miłości organizują wydarzenie, którego chcą, abyś był częścią, i na pewno dopilnują, byś na weselu czuł się komfortowo. Wystarczy tylko i aż tyle.

m&m 399

Dla kogo to wszystko?!

W naszym społeczeństwie często słyszę zdanie-klucz: „Wesele jest dla gości”. Osobiście nie rozumiem tego stwierdzenia w ogóle. W moim odczuciu wesele jest dla – uwaga, zaskoczenie – wszystkich biorących w nim udział, ze szczególnym uwzględnieniem faktu, że ma miejsce dlatego, że, heloł (przydałaby się emotikona z kabaretową Mariolką…), KTOŚ bierze ślub. O ile uważam, że gościnność to bardzo pozytywna cecha, i z całą pewnością stawia nas, jako naród, w bardzo optymistycznym świetle, tak przeistaczanie tego w kult gościa, z pominięciem własnego komfortu, nieco mnie przeraża. Właśnie z tego przekonania biorą się urodziny cioć, na których nigdy nie widzicie głównej zainteresowanej, bo zamiast leżeć na kanapie, odbierać telefony, kwiaty i życzenia, spędza pół dnia w kuchni mieszając chochlą rosołek i monitorując pieczeń w piekarniku. A jak już usiądzie do biesiadnego stołu, to i tak za wiele nie pogadacie, bo właśnie zauważyła, że komuś ubrudził się talerzyk i trzeba go natychmiast wymienić. W pewnym momencie orientujecie się, że osoba, której dzień właśnie trwa, zamiast go celebrować, to mówiąc kolokwialnie, zapieprza jeszcze bardziej, niż w jakikolwiek dzień powszedni. Nie-ro-zu-miem.

Ja i Michał od razu założyliśmy, że to nasz dzień, chcemy czuć się wyjątkowo. Uważam, że naszym gościom zagwarantowaliśmy najlepszą możliwą do osiągnięcia przez nas jakość imprezy. Ta świadomość pozwoliła mi na to, żeby w ostatecznej konfrontacji z faktem, że to się już dzieje, bawić się bez stresu. I możecie mnie nazwać skończoną egoistką, ale w obliczu takiego przeczucia nie stawałabym na rzęsach, gdyby ktoś mi powiedział, że coś nie wstrzeliło się w jego estetykę bądź czuje się znudzony. Myślę, że takie komentarze zostawiają za sobą tylko… zgorzkniali frustraci. Ups – napisałam to! Tak, naprawdę tak myślę. Im bardziej wymyślasz, zamiast dzielić z kimś ważny dla niego moment, tym bardziej wychodzi, jak bardzo masz spięty tyłek. Jeżeli jest dobre towarzystwo, dobre jedzenie, alkohol, taniec i śpiew, a Ty wymyślasz, że rosołek nie był za ciepły, to sorry… ale chyba pora przemyśleć swoje życiowe priorytety.

m&m 270

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie…

Całe szczęście – limit marudzenia skończył się chyba na dzień przed ślubem i jedenastego czerwca nie było już z czego brać. Wesele okazało się strzałem w dziesiątkę. W związku z tym, że na codzień nie chadzam do kosmetyczek, fryzjerów i na specjalne przymiarki ubrań, w tym szczególnym dniu nie mogłam oderwać oczu od odbicia w lustrze. Mój mąż prezentował się jak milion dolców. Sam dzień zaczęłam bez napinki i opatrzyłam go w moje ulubione „czasoumilacze”, jak dobra kawa, smoothie i, jak to u mnie bywa w obliczu wielkich wydarzeń… pizzę (pomiędzy makijażem a fryzjerem)! Pogoda była po prostu idealna – zero upału, zero deszczu, lekki orzeźwiający wiaterek, słońce lekko za chmurami. Stosunek jakości do ceny w lokalu – marzenie. Goście bawili się na parkiecie i nie trzeba było ich specjalnie do tego namawiać. Pierwszy raz w życiu brałam udział w pociągu, który sprawiał mi radochę. No i oczywiście clue całego przedsięwzięcia – ceremonia. Uważam, że było dokładnie tak, jak miało być, a nawet lepiej.

Nigdy nie zapomnę wyrazu przejęcia w oczach mojego męża – miałam wrażenie, że już nie będzie mi dane poczuć tej mieszanki speszenia i zauroczenia, jak osiem lat temu, ale jednak… Oprawa była wspaniała (tutaj serdeczne ściski ślę mojemu Kuzynowi oraz delegacji z chóru UTP i orkiestry Elektronika). A z niektórych rzeczy będziemy się z pewnością śmiać na starość – na przykład z tego, że Michał musiał nawazelinować sobie palec, aby obrączka weszła mu na palec, co było akcją zaplanowaną z wyprzedzeniem, ale to on miał problem, żeby zaobrączkować mnie, bo w emocjach nieco napuchła mi dłoń. Wspominam ten dzień naprawdę dobrze, chociaż przez tyle dni wróżyłam mu tragedię – jak się okazuje, wizualizacja nie zawsze działa. I cudownie, że nie zadziałała.

Skoro było tak super – po co napisałam o wszystkich przykrościach? Czy warto brać ślub? Kiedy teraz patrzę na to z dystansu, myślę, że każda para powinna mieć świadomość, że tak czasem to wygląda. Od złych emocji nie da się uciec. Są elementarną częścią życia. Ba! – czasem są elementarną częścią przeżywania czegoś cudownego. Ja również nie pozostałam bez winy – chwilami reagowałam zbyt impulsywnie, niż wymagała sytuacja. Ktoś miał prawo nie wiedzieć, że pytanie o krój sukienki usłyszałam danego dnia już dwadzieścia razy i że akurat na dwudziestym pierwszym trafi mnie szlag. Jak to mówią – prosisz Boga o cierpliwość, ale on nie może Ci jej po prostu zainstalować wciskając guzik w głowie, może co najwyżej dać Ci okazję, by ją wytrenować. Wracając do pytania z tytułu wpisu – TAK!, warto. To jedno z tych przeżyć, po których związek (o ile ma rację bytu) rośnie w siłę niczym wojownik w grze RPG po nabiciu expa!

m&m 288

Fundament dobrej ceremonii

Jakkolwiek nie wykażę się teraz hipokryzją, dla wszystkich par mam kilka rad.

Pierwsza – jesteście najważniejsi tego dnia. Nie zapominajcie o tym.

Druga – wspierajcie się. Jestem ogromnie wdzięczna mojemu mężowi, że w momentach, kiedy naprawdę brakowało mi sił, żeby zrozumieć pewne sytuacje, zawsze stał po mojej stronie i przy moich tendencjach do wyolbrzymiania wszystkiego trwał cierpliwie jak głaz. Może i nie umiał zaradzić wszystkim sytuacjom, ale wiedziałam, że JEST i ta świadomość ładowała mi baterie. Wszystkim naszym decyzjom zawsze towarzyszyła rozmowa. Nie robiliśmy sobie wyrzutów. Nawet, gdy pod koniec przygotowań zmęczenie wywołało drobną sprzeczkę, to była natychmiast prostowana. Życzę Wam gorąco takiej relacji. Po ośmiu latach wiedziały gały, co brały, ale ta sytuacja pokazała mi, że damy radę bez względu na okoliczności. Kocham mojego Michała jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Trzecia – bądźcie samodzielni jak tylko się da. Ograniczyliśmy zakres pomocy przy imprezie do koniecznego minimum. Owszem, nie jest wstydem poprosić o pomoc, gdy się jej naprawdę potrzebuje. Osobiście jestem jednak zdania, że niezależność i ta świadomość, że we dwójkę da się radę, to najcenniejsza rzecz pod słońcem. To się również tyczy tego… jak będziecie ubrani. Serio mówię. Jakkolwiek kuriozalnie to brzmi.

U nas te wszystkie trzy aspekty odpaliły w punkt. To nie mogło się nie udać.


A teraz… Maria Poleca!

Jeżeli ten wpis czyta przyszła Panna Młoda albo Pan Młody – może któreś z Was zechce przeczytać kilka moich opinii co do usług, z których skorzystaliśmy. Proszę, abyście pamiętali, że to zdanie wyrobione na podstawie doświadczeń z 11 czerwca 2016 i tygodni go poprzedzających – jeżeli macie możliwość, zawsze zapytajcie kogoś, kto z danej usługi korzystał niedawno! No to jedziemy:

SalaPałac Ostromecko

+ piękna lokalizacja,
+ wygląd lokalu,
+ pokój dla nowożeńców w pakiecie,
+ możliwość wynajęcia pokoi dla gości (śniadanie w cenie),
+ dobre jedzenie,
+ bardzo dobry poziom obsługi,
+ przy tym wszystkim – korzystna cena (korzystniejsza niż w lokalach w Bydgoszczy),
+ tuż przy pałacu znajduje się kościół, więc o ile w grę nie wchodzi czynnik emocjonalny i związanie z parafią Panny Młodej, to możecie dzięki licencji przeżyć ceremonię dosłownie 250 metrów od sali weselnej – wygoda dla Młodych i gości :),
rozmiar sal uniemożliwia zrobienie dużego wesela bez kombinowania z ich łączeniem, rozdzielaniem gości itp. (u nas egzamin zdało połączenie dwóch małych sal, jednej z częścią konsumpcyjną a drugiej z taneczną, przy 50 gościach),
należy szybko rezerwować miejsce (my zrobiliśmy to na półtora roku przed)


FotografRadosław Gryglas

Poraz pierwszy „spotkałam” go na forum nikoniarzy, polubiłam jego sposób patrzenia na fotografię a potem zadzwoniłam i totalnie przepadłam. Radek to fotograf profesjonalnie podchodzący do tematu, ale jednocześnie jest bardzo serdeczny i ludzki. Niestety – nacięłam się już na paru „artystów”, którzy już przy kontakcie telefonicznym traktowali mnie z wyższością albo nie chcieli się wprost dzielić szczegółami usługi, twierdząc, że jestem dzwoniącą konkurencją! Szczerze odradzam takie osoby – osobiście nie umiałabym pozować komuś takiemu przed obiektywem. Radka polecam, gdyż:
opowiada historię tak, że w zasadzie niepotrzebny jest żaden film z wesela 🙂
jego uśmiech rozładowuje jakiekolwiek napięcie, zanim zdoła w ogóle się urosnąć,
jest do bólu serdeczną osobą – aż się chce mu pozować,
w moim odczuciu jako odbiorcy – lubi eksperymentować z kadrami i szuka emocji, których nie da się zasymulować, co było czymś, czego ja szukałam,
nie pozostawia żadnych pytań bez odpowiedzi i nie wysyła materiału, dopóki nie upewni się, że spełni on nasze oczekiwania.
Jak szukać fotografa na ślub? Załóżcie sobie, ile jesteście w stanie wydać na dobry reportaż, zapytajcie sami siebie, czego oczekujecie po fotografii, jaki styl się Wam podoba i wtedy szukajcie. I na litość boską – nie umniejszajcie pracy fotografa. Ślubne repo to praca wymagająca dużego zaangażowania – i fizycznego, i emocjonalnego. Sprzęt jest drogi i się zużywa, wymagana jest wiedza na temat specyficznego oprogramowania a praca nad materiałem nie kończy się w dniu powrotu z wesela. Nie róbcie więc dużych oczu, gdy profesjonalista się ceni – ma święte prawo. Z kolei nie wymagajcie też cudów na kiju i paru terabajtów materiału od osoby, która się uczy i robi dla Was coś za darmo. Peace!

SukienkaSzyjemy Sukienki z Warszawy

+ szycie na wymiar,
modele dostępne na stronie są w zasadzie poglądowe i możecie je bez problemu customizować,
korzystna cena,
niekonwencjonalność krojów,
ta lekkość! – przez to, że suknia nie była przekombinowana, nie krępowała ruchów w żaden sposób,
sukienkę można zamówić przez Internet a dostawa jest darmowa,
– jeżeli tak, jak ja, jesteście fanami zobaczenia czegoś na żywo przed zakupem, to przymarki wiążą się z przynajmniej dwiema wycieczkami do stolicy (co można przekuć w plus :))
Może chcecie kupić moją? 🙂

mm016 mm015


Buty Pani Młodej

Para numer jeden: mam nadzieję, że gdy linkuję czółenka z Pier One, to będą jeszcze długo dostępne.
Buty wstrzeliły się w moje wymogi, czyli:
+ nie są idealnie białe,
+ … nie będąc typowo w odcieniu nude (takie buty są często zbyt brązowe),
+ nie błyszczą się, tylko są pięknie matowe,
+ mają idealną wysokość obcasa,
+ są calutkie ze skóry,
+ są śmiesznie tanie (przy dodatkowych rabatach zalando robi się jeszcze śmieszniej)

Para numer dwa: białe Conversy
+ idealne, gdy Wasz pierwszy taniec to szał ciał na parkiecie (tak, był link!),
+ idealne, gdy obcas jest dla Was fajny, ale tylko na chwilę,
+ idealne, bo po ślubie też je ponosicie,
+ idealne, gdy macie w nosie co wypada, a co nie, i cenicie sobie wygodę w najlepszym dniu swojego życia.


MakijażPani Kamilla Jastrzębska z Feniks Style

+ posiadaczki cer problematycznych i atopowych zostaną potraktowane po mistrzowsku,
+ wybitna higiena pracy,
+ makijaż trzymał się w stanie nienaruszonym w zasadzie do momentu, kiedy potraktowałam go płynem micelarnym o czwartej nad ranem,
+ udowodniono mi, że trwałość to niekoniecznie ciężka tapeta – poraz pierwszy miałam na sobie podkład mineralny i czułam, że skóra oddycha przez cały czas,
+ usługa wykonywana była w pięknym atelier, z cudowną muzyką w tle – można było się zrelaksować,
+ sama Pani Kamilla to chodzące ucieleśnienie klasy i profesjonalizmu – w jej rękach czułam się bardzo wyjątkowo.
 

Przygotowanie ceryHotel Słoneczny Młyn

Aż nie wiem, od czego zacząć, bo ta usługa to było jedno wielkie WOW, WOW, WOW! Jako wstęp powiem Wam, że miesiąc wcześniej skorzystałam z peelingu kawitacyjnego w jakimś osiedlowym salonie kosmetycznym, zabieg trwał z 15 minut, potraktowano mnie z łaską i skwitowano, że moja twarz to nadaje się tylko do wymiany na inną, skasowano stówę i wysłano z kwitkiem. Z podkulonym ogonem wróciłam do Słonecznego Młyna po miłym wspomnieniu masażu w ich SPA dawno temu, i oto co spotkało mnie za sto złotych:
+ relaksujący zabieg trwający godzinę,
+ peeling kawitacyjny twarzy i dekoltu, zrobiony baaardzo dokładnie,
+ maska algowa,
+ masaż dłoni,
+ na koniec wysmarowano mnie kremem nawilżającym i bardzo wysokim filtrem,
+ efekt nawilżenia, wygładzenia i pozbycia się grudek utrzymywał się jeszcze długo po weselu (na zabiegu byłam dzień przed).
Z hotelu wyszłam z poczuciem, że potraktowano mnie tak, jak powinno się traktować klienta – z szacunkiem, starannością i chęcią przychylenia mi nieba. POLECAM!

Odpimpowanie Panny Młodej – cd.

Poniżej reszta usług, które polecam i z których byłam bardzo zadowolona, ale nie jestem w stanie pisać o nich elaboratów. 🙂
+ Fryzjersalon Gabriel Professional
+ Rzęsy Laboratorium Rzęs Kamili
+ Paznokcie Klinika Piękna Jard

Odpimpowanie Pana Młodego

On sam powinien wystawić laurkę 🙂 Ale, że go trochę znam (w końcu mąż, he he he) i wiem, na ile był zadowolony, to pozwolę sobie wylistować rzeczy, które składały się na jego finalny look:
+ Książka Rzeczowo o Modzie Męskiej – Michał Kędziora tak wyprał mózg mojemu Michałowi, że jak zaczął po tej lekturze kompletować garderobę to się bałam, że mnie skubany przyćmi…
+ Garnitur, buty i dodatki ze sklepu Bytom – polujcie na promocje! Michał polował na początku roku i garnitur, który wyhaczył, był w naprawdę przystępnej cenie i do tego niezły gatunkowo. Zgodnie stwierdzamy, że mając możliwość wyhaczenia perełki, tandetnym poliestrowym pogrzebowym gajerom od Panów Wieśków spod miasta mówimy duże BUUU!

+ Koszula – Wólczanka. I już.
+ Fryzura i golenie w Barbershopie w Bydgoszczy – stary podobał się sobie i mnie, a na dodatek jeszcze długo po zachwycał się efektami golenia brzytwą.
+ Manicure w Manicure Express (Zielone Arkady) – to w sumie był prezent ode mnie dla mnie, ale pamiętajcie, że fotograf (o ile zna się na rzeczy) robi też zdjęcia z zakładania obrączek. Nie ma nic bardziej obciachowego, niż piękny kawał złota nakładany na palec z obrzępolonym kołkiem robiącym za paznokieć (wiem, przesadzam). Michał miał w tym dniu wyjątkowo wypielęgnowane i zadbane, jak przystało na faceta z klasą, dłonie i zwyczajnie pasowały do reszty. 🙂


Biżuteria

Moja zawieszka na łańcuszek z Lilou oraz spinki Michała były w zasadzie jedyną biżuterią zakupioną specjalnie na tą okazję. Całą resztę zasponsorowała moja rodzina… podczas mojej Pierwszej Komunii. W sumie piszę Wam to tylko dlatego, abyście rozejrzeli się po swoich zbiorach. Gorąco polecamy Wam też opcję przetopienia złota na nowe obrączki – skorzystaliśmy z niej, posiadając obrączki po dziadkach. Było dużo taniej a Jubiler Janicki z Bydgoszczy to kolejny profesjonalista, którego nazwałabym właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Papierowe cosie

Zarówno zaproszenia, zawieszki na alkohol jak i winietki na stół zaprojektowałam, wydrukowałam, pocięłam i skleiłam sama (z pomocą bliskich oczywiście), ale polecam Wam, żebyście nie szli tą drogą. To dość czasochłonne, efekt nie zawsze może wyjść taki,  jaki sobie wyobrażacie, a przepłacicie na pewno. Chyba, że personalizacja jest dla Was tego warta.

A po ślubie… Hotel Faltom w Rumii koło Gdynii

+ jeżeli jesteście w sytemie myBenefit, to możecie wyhaczyć pakiet w całkiem przystępnej cenie,
+ w ramach pobytu macie praktycznie nieprzerwany dostęp do basenu, jacuzzi i saun,
+ jeżeli wybierzecie odpowiedni pakiet, to w jego ramach możecie skorzystać z usług dodatkowych (kolacja przy świecach, masaż dla dwojga po godzinie na osobę, wjazd na zajęcia fitness itp),
+ wiadomo – dostęp do morza 🙂 (wietrzna Rewa bez ogromnych tłumów była bardzo urokliwa),
+ sam hotel wygląda po prostu świetnie,
+ śniadania urywają… pośladki – są takie DOOOBRRRRE

 


Do następnego wpisu! 🙂

m&m 089


wszystkie zdjęcia znajdujące się we wpisie (za wyjątkiem tych z pobytu w hotelu) wykonał Radosław Gryglas

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.