#zSzuflady [003] – za co uwielbiam Jafię i kilka kadrów z koncertu w Żninie

#zSzuflady [003] – za co uwielbiam Jafię i kilka kadrów z koncertu w Żninie

Jak dotąd Jafię na żywo słyszałam już trzy razy i wszystkie występy były równie świetne. Przy okazji ostatniego razu impuls kazał mi wziąć aparat ze sobą i tak powstało kilka klatek z koncertu w Żninie z 27 lutego, których wcześniej nie miałam okazji nigdzie publikować. Nie mogłam lepiej spędzić tego wieczoru – tylko ja, ukochany mężczyzna u boku, świetna muzyka i aparat w dłoni.

Fenomen tego zespołu polega na prawdzie, która przebija się w każdym aspekcie ich tworzenia – w tekstach, w brzmieniu, w emocjach i kontakcie z publiką. Dzięki tym dwóm ostatnim doświadczenie ich koncertu na żywo jest jeszcze lepsze niż słuchanie nagrań studyjnych. Ilekroć znajdę się „pod wpływem” wokalu Dawida jestem jednocześnie oczarowana, pełna podziwu i zahipnotyzowana. Uważam zresztą, że to najlepszy męski głos w tym kraju – uwielbiam sposób w jaki frazuje, buduje napięcie i to, jak wie, kiedy się schować, a kiedy, mówiąc brzydko, przypieprzyć tak, żeby słuchającemu spadła bielizna i kapcie. A do tego mam jeszcze ochotę wskoczyć na scenę, przybić mu piątkę i krzyknąć „dobrze prawisz, stary!”. No bo tak, to też trzeba nadmienić – Jafia to muzyka reggae traktująca głównie o prawdziwych ludzkich emocjach, dylematach i prawdach. Żadnych dziwnych garażowych brzmień w stylu spotkało się trzech kumpli z LO i nagrywają kawałki o gandzi i Babilonie. To jednak jest grupa, która wiele lat pracuje na brzmienie i charakter – to słychać na każdym koncercie.

Dlaczego wtedy w Żninie przyszła garść ludzi? Nie mam pojęcia i mam ochotę wydrzeć się: shame on you, Żnin! A z drugiej strony podziękować. Jafia w tak małym gronie jest jeszcze większą nagrodą i radością, ponieważ bez zalewającego salę tłumu jeszcze bardziej można wejść w intymność, jaką Portasz dzieli się w swoim śpiewaniu. A do tego wprost mówi do publiki: „Nie ważne, ile was przyszło, ważne, że jesteście!” i dla kilkunastoosobowej publiczności wraz z ekipą wykonuje najbardziej naładowany emocjonalnie performance, jakiego w życiu nie widziałam na większych masowych imprezach ze zmanierowanymi gwiazdeczkami na scenie. A przecież o to chodzi – żeby pójść na koncert i poczuć radość i wdzięczność, zamiast stającego kołkiem w gardle „cholera… zmarnowałem czas i pieniądze”.

Ach… no tak. Miały być zdjęcia:

Już 6 czerwca Jafia gra znowu w naszych okolicach, tym razem jest to ich rodzinna Piła. Jedziemy razem z Michałem, tj. moim towarzyszem życia i najbardziej zajaranym słuchaczem Jafii, jakiego znam, i Was też zachęcamy, póki jest przedsprzedaż biletów w niższych cenach. TUTAJ znajdziecie link do wydarzenia na facebooku.

A jeżeli chcecie się tak po prostu zakochać na odległość – podaję Wam moją ulubioną muzyczną pigułkę:

Najnowszy singiel Mama, który od jakiegoś czasu można usłyszeć także w radiowejTrójce:

I jeżeli już macie dość tego wpisu, to odpalcie chociaż to i od razu poczujecie, czy to jest dla Was czy nie. Zapowiedź najnowszej płyty Ka Ra Va Na, czyli utwór o tym samym tytule – gdy usłyszeliśmy to z Michałem poraz pierwszy, przebieraliśmy nóżkami na samą myśl o tym krążku i zaryzykuję stwierdzenie, że to nasz ulubiony utwór z całego albumu, niesamowicie buja:

Cały album można odtworzyć na Spotify. Szczególnie polecam kawałek W Drogę. Pewnie dlatego, że, co mi już powiedział Michał, to jest piosenka… o mnie. Nie wiem, skąd Dawid wie, o czym myślę, może zagaję go w Pile i się dowiem:

A teraz coś starszego, gdy jeszcze grali jako Jafia Namuel. I tym razem na żywo, czyli cover Work Boba Marleya. Wystarczający dowód na to, że Dawid miażdży wszystkich, którzy żeby dobrze brzmieć muszą się wspomagać autotunem. Jemu nic nie trzeba. Polecam cały koncertowy album, z którego pochodzi to nagranie. BTW – to mój hymn pracy w korpo, od poniedziałku zaczynam odliczanie (5 days to go…):

Teraz kawałek o tym, że najważniejsze, to być szczęśliwym:

I ulubiony kawałek Michała o tym, że różnie może w życiu być i różne rzeczy możemy mieć, ale ważniejsze jest to, by zachować swoje myśli i siebie:

Dodatkowo dorzucam bonus. 🙂 Dwa kawałki Dawida wraz z formacją Sadativa, które szczególnie uwielbiam.


Mam nadzieję, jeżeli wyhaczycie po tym wpisie, że ta grupa gra gdzieś niedaleko, to popędzicie na koncert. Ludzi, którzy wkładają tak wiele serca w to co robią, a na koncertach podają je wręcz na tacy, należy wspierać i czerpać z ich energii.

… a przy okazji oczywiście zawsze możecie porobić zdjęcia! 😉

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.