#zSzuflady[006] Czego życzyć najlepszej przyjaciółce?

#zSzuflady[006] Czego życzyć najlepszej przyjaciółce?

wpis w: Moja fotografia, Portret | 0

Był taki czas w moim życiu, że bardzo długo samobiczowałam się myślą, że nie mam wianuszka znajomych, którymi mogę się ciasno otoczyć, a potem wyjść z nimi na balet – uznawałam to za synonim bycia ciekawym człowiekiem, a skoro do żadnych kręgów nie należałam, to pewnie nie zasługiwałam na niczyją uwagę. O ile nie twierdzę, że przez kilka ostatnich lat stałam się wzorowym przykładem dojrzałego osobnika płci żeńskiej, tak wydaje mi się, że pewna mądrość nadbudowywana z każdą kolejną wiosną pozwoliła mi wywiać tą durnotę z czeluści mojej głowy, i tak oto dziś spokojnie mogę nazwać się wyznawcą teorii „Nie ilość, a jakość”, tym bardziej, że na jej potwierdzenie mam niezbity argument w postaci wspaniałej przyjaciółki. Jednej. Ale niepowtarzalnej.

Nie należę do osób szczególnie towarzyskich. Na dużych imprezach więcej komunikuję ruchami kącików ust i brwi niż słowami jako takimi. Raczej wolę słuchać i sączyć napoje przez słomkę. Sama również zbyt często nie inicjuję dużych spotkań w terenie i absolutnie nie czuję się źle, gdy muszę coś zrobić sama. Ale są takie dni, że gotuje się we mnie, a nie mam żadnego damskiego, lustrzanego spowiednika dla moich, nieco nafaszerowanych emocjonalnie, rozkmin, i wtedy paraliżuje mnie niemoc. I ta niemoc trzyma mnie kilka dni, tygodni nawet. Wtedy piszę do niej coś w rodzaju „Pogadamy na Skype?” i już wiem, że przez najbliższą godzinę, dwie lub nawet trzy, będę mogła uzupełnić swoje niedobory w kwestii bycia sobą, bo wreszcie uda mi się odsłonić kurtynę tej Marysi, która potrafi być kobietą i przyjaciółką jednocześnie. Te rozmowy to często dla mnie taki uczuciowy rollercoaster, bo z tematów wymagających dużej ilości empatii i powagi, potrafimy nagle wzbić się na wyżyny absurdu i wtedy często żałuję, że nie zaopatrzyłam się w podręczny, dodatkowy zestaw bielizny, co by nie zaliczyć wpadki podczas zrywania boków ze śmiechu.

Michalina kończy dziś 23 lata. Teraz ktoś mógłby mnie zapytać, dlaczego więc tyle gadam o sobie. Cóż… w okolicznościach takich, jak urodziny bliskiej osoby, wypadałoby życzyć czegoś więcej niż „zdrowia i pomyślności”, przynajmniej ja odczuwam taką powinność. Wydaje mi się, że obie jesteśmy na takim etapie życia, kiedy dużo się zmienia i dopada nas strach, bo zdajemy sobie sprawę, że to „dużo” to już coraz mniej kwestia przypadku, a wynik naszych samodzielnych, dorosłych decyzji. Doskonale rozumiem, jak małym można się czuć w obliczu nowych wyzwań, dlatego…

Kochana! Jeśli to czytasz, to wiedz, że jesteś potrzebna. Na przykład mnie. Dajesz mi poczucie niesamowitej równowagi w środku serca, bo wiem, że zrozumiesz wiele z moich dziwnych rozterek. Lubię mieć to poczucie, że zawsze przyjdzie ten moment, kiedy się zobaczymy/usłyszymy i będziesz mogła mi opowiedzieć o wszystkim, co Cię spotkało ostatnio. I jestem przekonana o tym, że nie jestem jedyna. Po tym świecie chodzi z pewnością wiele osób, które zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo wartościową jesteś osobą. Chciałabym, żebyś po prostu o tym pamiętała.

Życzę Ci, abyś zawsze miała w sobie odwagę i wiarę w siebie do przenoszenia gór, niezależnie od tego, z jakiej skały są uformowane i jak dużo wystają ponad poziom morza. 


Poniższe zdjęcia zrobiłam Michalinie w czerwcu 2012. Wszystkie powstały ze skrzyżowania chęci zrobienia pamiątki przyjaciółce i intuicji, gdyż nie wiedziałam wtedy absolutnie nic o trybie manualnym. Jednakże wiele z kadrów, które wtedy padły, dalej lubię i uwielbiam do nich wracać. To była moja pierwsza próba z portretem – uważam, że niezwykle ważna, bo pozwoliła mi poczuć, że naprawdę lubię je robić. A także ważna o tyle, że mogłam dzielić tą chwilę z tak ważną osobą. Pomimo paru niedoskonałości wynikających z mojej niewiedzy, czuję się dumna, że właśnie dziś mogę sobie te zdjęcia przypomnieć:

 

Sto lat, Kochana! Całuję!

Lubi fotografować. Fotografuje, bo lubi. I chciałaby, żeby wszystko w życiu było tak proste, jak ta reguła.